POJEDYNEK MIAST - Poznań - Wrocław: Zazdrościmy zoo i widoku z wieży
Katarzyna Fertsch i Beata Marcińczyk, Bartłomiej Knapik
2009-11-20 06:50:30
,
Aktualizacja
2009-11-20 09:04:45
Dziennikarz Polski-Gazety Wrocławskiej - Bartłomiej Knapik oraz dziennikarki Głosu Wielkopolskiego - Beata Marcińczyk i Katarzyna Fertsch w tym tygodniu wymienili się redakcjami. Piszą, jak Wrocław wygląda oczami poznaniaka i jak Poznań jest odbierany przez wrocławianina.
We Wrocławiu wiele rzeczy nas zaskoczyło, kilka zaintrygowało, parę chętnie przeniosłybyśmy do Poznania. - Krasnale. Wyznaczają trasę zwiedzania miasta z dziećmi. Pomysł naszym zdaniem doskonały!
- Punkty widokowe. Sama starówka ma kilka: most pokutnic (na który wiedzie ponad dwieście schodów), wieżę katedry (nie trzeba się męczyć – można na nią wjechać windą) czy kościoła św. Elżbiety. Widoki zapierają dech w piersiach! Poznań mógłby pomyśleć o stworzeniu choćby jednego punktu widokowego.
- Wykorzystanie rzeki. Odra żyje. Pływają po niej stateczki, wrocławianie mogą spacerować nadbrzeżnymi bulwarami. Co ciekawe, żegluga rzeczna uzupełnia komunikację miejską. W przyszłym roku stateczkiem będzie na przykład można dopłynąć do jednej z bram ogrodu zoologicznego. A Poznań? Niestety, ale uparcie odwraca się od Warty.
- Stare Miasto. We Wrocławiu żyje nie tylko Rynek, ale też wszystkie uliczki wokół. Powstają tam kawiarenki, klimatyczne sklepiki (w jednym z nich można kupić wyroby szklane – przez chwilę można się poczuć jak w Wenecji). W przeciwieństwie do poznańskich, uliczki wokół wrocławskiego Rynku są czyste i nie śmierdzą. Spacerując nimi, nie musiałyśmy też patrzeć pod nogi – w przeciwieństwie do stolicy Wielkopolski, we Wrocławiu nie trzeba się obawiać wdepnięcia w psie odchody.
- Ogród zoologiczny. Mieszka w nim ponad 500 gatunków zwierząt, mimo że jest dużo mniejszy od poznańskiego. Są tu słonie, lwy, niedźwiedzie, piękna ptaszarnia i motylarnia. Wrocławskie zoo jest małe, ale za to doskonale zagospodarowane. Nic dziwnego: dyrektorem jest poznaniak Radosław Ratajszczak. Ogród ciągle się zmienia: tydzień temu powstał basen dla fok (zwierzęta można oglądać z góry i spod powierzchni wody), w tym wyspa dla małp. Dyrektor planuje już kolejną inwestycję: budowę oceanarium. Będzie tam można podziwiać na przykład rekiny. Władze zoo znalazły też sposób na zarabianie. Doskonałym i prostym pomysłem jest ustawienie automatów do robienia monet z wytłoczonym logo zoo.
- Park Wodny. Poznaniacy z niecierpliwością czekają na Termy Maltańskie (mają być gotowe w sierpniu 2011 roku), a wrocławianie mogą po pracy wybrać się na wyspę. Park Wodny to nie zwykły basen: są tam palmy, piasek, rwąca rzeka, a wchodząc do basenu, można się poczuć jak nad morzem (nie ma drabinek do wody, tylko łagodne zejście).
- Brak reklam. Wrocław nie jest tak upstrzony reklamami jak Poznań. Wjazdy do miasta nie są wyznaczone szlakiem billboardów, a kamienic nie zasłaniają wielkie płachty reklamowe. Na jednej z nich wyświetlana jest natomiast reklama z rzutnika – nie zasłania budynku i w każdej chwili można ją wyłączyć.
- Pozazdrościć można bajko-busu Wrocławskiego Teatru Lalek, który w kilku miejscach, przy przystankach daje w sezonie letnim darmowe spektakle.
Zwiedź miasto z krasnalami
Cała gromada krasnoludków zamieszkała we Wrocławiu. Pewnie dlatego, że to najcieplejsze miasto w Polsce. Można podążać ich szlakiem – wtedy zwiedzanie miasta jest ciekawe nawet dla dzieci. My chętnie wyznaczyłybyśmy podobny w Poznaniu. Jak choćby szlak koziołków.
Krasnali jest we Wrocławiu ponad sto. Od WrocLovka, który zamieszkał na Rynku (przy kamieniczce Małgosia) do sześciu Słupników na ulicy Oławskiej, wiedzie specjalny szlak turystyczny. Jest on uwielbiany przez dzieci, choć długi i na pewno nie do przejścia w jeden dzień. Wystarczy jednak odwiedzić te, które zadomowiły się na starym mieście. Jest ich tu kilkadziesiąt.
Przy kawiarni Esencja przesiaduje... Esencjusz, na Więziennej... Więziennik, tramwajem nr 4 lubi przejechać się Świetlik, przed Pizza Hut spotkać można Obieżysmaka, a Leninek strzeże wejścia do klubu PRL.
Nawet w zoo jest krasnal – oficjalnie Hipoczyściciel (figurka krasnala na hipopotamie), ale ma przypominać zwiedzającym, o dawnym pracowniku ogrodu imieniem Otto. Każda z figurek ma swoją historię.
Takich historii – prostych, ciekawych, doskonałych do bajania i pobudzania wyobraźni dzieci w Poznaniu brakuje. Mamy legendę o kuchciku Pietrku, który od kucharza dostał zadanie znalezienia mięsa na uroczysty obiad i postanowił złapać koziołka. Zwierzęta mogłyby uciekać przed nim przez całe miasto.
Katarzyna Fertsch i Beata Marcińczyk dziennikarki „Polski Głosu Wielkopolskiego”