Okulistka ze Śremu pomagała Nepalczykom Okulistka ze Śremu pomagała Nepalczykom

Okulistka ze Śremu pomagała Nepalczykom - wywiad z Izabelą Rybakowską (© fot. arch. I. Rybakowska)

Mieszkańcom Azji pomoc lekarzy z Polski ratuje nie tylko wzrok, ale czasem nawet życie. Mieszkańcom Nepalu pomagała również Izabela Rybakowska - okulistka ze Śremu. Pierwsze akcje medyczne fundacji „Trzecie Oko” były organizowane jeszcze przed potężnym trzęsieniem ziemi, jakie nawiedziło Nepal w 2015 roku. Ogrom tragedii i spustoszeń jakie po sobie zostawiło, zmobilizowało wiele instytucji do niesienia pomocy w ten region świata.

Co panią skłoniło do wzięcia udziału w misjach medycznych?

Zawsze uważałam, że wsparcie niesione ludziom ubogim, pochodzącym z odległych zakątków świata, powinno być dopełnieniem pracy lekarza, jaką wykonuje w ojczyźnie. Dzięki temu nie tylko pomaga się fizycznie potrzebującym, ale także wzmacnia własne poczucie wartości. Można więc powiedzieć, że to co robi się dla ludzi, ma ogromny wpływ również na naszą osobowość.

Na misję w Nepalu miała pani okazję pojechać dzięki organizacji „Trzecie Oko”. Czy mogłaby pani powiedzieć coś więcej o jej funkcjonowaniu?

„Trzecie Oko” jest poznańską fundacją założoną przez doktora Rafała Nowaka, której głównym celem jest udzielanie pomocy okulistycznej najbiedniejszej ludności państw Trzeciego Świata. Wsparcie to, w przypadku Nepalu, opierało się przede wszystkim na wykonywaniu zabiegów usuwania zaćmy. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że społeczność tego kraju, podobnie jak sąsiednich Indii, jest podzielona na kasty i tylko najbogatsi lub najlepiej urodzeni mają dostęp do kompleksowej opieki medycznej. Pozostali chorzy, szczególnie Ci żyjący wysoko w górach, są zdani tylko na siebie.

Niesienie pomocy w tak ekstremalnych, górzystych warunkach, musi być niezwykle trudne...

Problemy pojawiły się jeszcze przed przybyciem do Nepalu, kiedy trzeba było przetransportować sprzęt medyczny. Oragnizacja “Trzecie Oko” dysponuje własną aparaturą okulistyczną. Posiadamy składane mikroskopy operacyjne oraz przenośne urządzenia diagnostyczne. Bagaż jaki mogliśmy przewieźć był ściśle określony, więc przygotowania były bardzo dokładne. Gdy dotarliśmy na miejsce, rozkładane były namioty w których mieściła się sala operacyjna i inne niezbędne pomieszczenia. Rozmieszczano w nich aparaturę medyczną. Ze względu na naprawdę niewielką powierzchnię jaką zajmowała mobilna klinika, wstępna kwalifikacja pacjentów odbywała się na zewnątrz. Całe to przedsięwzięcie nie udałoby się, gdyby nie wsparcie lokalnych wolontariuszy . To właśnie oni - zwykle młodzi ludzie z Nepalu - pomagali nam rejestrować chorych. Było to o tyle ważne, że zainteresowanie było naprawdę ogromne: na stokach górskich przed naszym obozem medycznym koczowały codziennie setki zainteresowanych. Nasza obecność tam, czterech, pięciu lekarzy z Polski, była naprawdę kroplą w morzu potrzeb.

Jak wyglądało samo dotarcie do miejsca, gdzie „Trzecie” Oko” rozbiło swój obóz?

Zanim wyruszyliśmy do centralnego obozu, z Katmandu, stolicy Nepalu, polecieliśmy najpierw do Siligurii - miejscowości w Indiach znajdującej się w prowincji Bengal Zachodni. Udało się tam nawiązać współpracę z grupą misyjną, która umożliwiła nam pracę w nieporównywalnie lepszych warunkach z jakimi mieliśmy potem do czynienia w mobilnych klinikach w wysokich górach. Po trzech dniach zabiegów, wróciliśmy do Nepalu. Naszym celem był region Bhojpur - znajdujący się między 3000 a 4000 m. n.p.m.. W tej okolicy, według naszych informacji, zamieszkiwało około 5 tys. osób. O naszej obecności dowiadywali się dzięki pomocy organizacji Gurkhów [dobrze urodzony i zamożny lud zamieszkujący Nepal, nazwany na cześć hinduskiego świętego - Gorakhnatha - red.], który podawał miejscowej ludności naszą dokładną lokalizację. Wielu Nepalczyków czekało na nas, zanim jeszcze zdążyliśmy rozbić obozowisko.

Wspominała pani, że waszą główną działalnością w Nepalu było przeprowadzanie wśród miejscowych operacji zaćmy. Jaka jest skala tego problemu w tym kraju?

Zaćma w Nepalu to problem bez końca. Jest to związane między innymi z tamtejszymi warunkami atmosferycznymi i geograficznymi. Duże nasłonecznienie oraz życie w wysokich górach przyspiesza proces mętnienia soczewki oka do tego stopnia, że prawdopodobnie każdy Nepalczyk prędzej czy później zachoruje na zaćmę. Warto także powiedzieć, że lokalni okuliści praktycznie nie docierają w wysokie góry. Spora część z naszych pacjentów, przez całe swoje życie nie miała żadnego kontaktu z lekarzem. Gdy dowiedzieli się że przybędziemy, zabierali ze swoją całe swoje rodziny, łącznie z dziadkami i dziećmi, na miejscu prosząc o każdą formę pomocy medycznej. W wielu przypadkach musieliśmy jej niestety odmówić. Nasza mobilna klinika była wyłącznie przystosowana do operacji zaćmy i to tylko wśród dorosłych. Na szczęście do Nepalu docierali także lekarze innych specjalizacji, np. ginekolodzy czy stomatolodzy, także aby nieść pomoc najuboższym. W tym górzystym kraju mówi się, że gdy nadchodzi biały włos i białe oko to zbliża się także śmierć. Białe oko w ujęciu miejscowych to właśnie zaćma. Gdy zostają oni pozbawieni ostrości wzroku, to nie są w stanie samodzielnie zdobyć jedzenia czy pracować. Jest to dla nich praktycznie wyrok śmierci. Aby dotrzeć do naszego obozowiska, Nepalczycy potrafili niekiedy w skrajnie niesprzyjających warunkach, iść stromymi zboczami przez całe dwa tygodnie. Często byłam świadkiem sytuacji, gdzie wyczerpanych, czy po prostu niepełnosprawnych członków rodziny, miejscowi donosili do naszej kliniki w wielkich koszach. Operacja umożliwia im normalne funkcjonowanie.

Ile dziennie pacjentów odwiedzało mobilną klinikę?

Przyjmowaliśmy średnio około 100 pacjentów. Dziennie, grupa trzech, czterech lekarzy z Polski operowała 20, 30 pacjentów.

Jaki był stosunek miejscowych do przybyłych lekarzy z Europy?

Zarówno w Indiach jak i Nepalu, biały lekarz traktowany jest jako ich wybawiciel. Nawet jeżeli nie udzielaliśmy pacjentowi pomocy w postaci zabiegu, to kontakt bezpośredni, czy samo badanie wstępne było już dla nich bardzo istotne. Ze względu na sporą liczbę pacjentów, którzy niestety nie zostali w danym czasie zaliczeni do operacji, mieliśmy w planach kolejne misje medyczne. Miejscowi byli tego świadomi i żyli w przeświadczeniu, że podczas następnej kwalifikacji będą już opuszczeni do zabiegu. Aby na tę przerwę nie zostawiać ich samym sobie, rozdawaliśmy wszystkim potrzebującym krople do oczu z Polski, które były już istotną pomocą z naszej strony. Pamiętam przypadek kobiety po wykonanym zabiegu zaćmy, która w akcie radości oraz pewnie jako formę podziękowań, zagrała ludową, nepalską melodię na małym flecie zawieszonym na szyi.

Jak długo przebywała pani na misji w Nepalu?

Wyjazdy organizowane przez fundację „Trzecie Oko” trwają zwykle 2-3 tygodnie. Dłuższy pobyt nie byłby możliwy ze względu na pacjentów, którymi opiekujemy się w ojczyźnie.

Chciałaby pani tam wrócić?

Tak, mam to w planach.

Okulistka ze Śremu pomagała Nepalczykom - wywiad z Izabelą Rybakowską





Jak zgubić kalorie po świątecznym obżarstwie?

Z regionu

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!