Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Rogale Świętomarcińskie wizytówką Wielkopolski. Rozmawialiśmy o tym słodkim wypieku z Wojciechem Stillerem z Książa Wielkopolskiego

Katarzyna Baksalary
Katarzyna Baksalary
Katarzyna Baksalary/Maryla Stiller
Dziś jest ten dzień, kiedy w Wielkopolsce królują rogale Świętomarcińskie. Te wypiekane zgodnie z tradycją posiadają certyfikat nadawany przez cech wielkopolskich cukierników. Przypominamy naszą rozmowę z Panem Wojciechem z Książa, który o takie świadectwo jakości wystąpił. Dzięki temu w jakimś stopniu możemy naprawdę skosztować legendarnego wypieku.

Rogale świętomarcińskie - symbol Wielkopolski

W Wielkopolsce 11 listopada to nie tylko Narodowy Dzień Niepodległości, ale również Dzień Świętego Marcina, który obchodzony jest bardzo hucznie, a jego symbolem są rogale świętomarcińskie. Prawdziwy Wielkopolanin nie wyobraża sobie obchodzenia tego dnia bez zajadania się tym smakołykiem.

Co ciekawe nie każdy rogal wypieczony na 11 listopada może mienić się prawdziwie świętomarcińskim, a wszystko przez wydawane od 2008 roku certyfikaty Cechu Cukierników i Piekarzy w Poznaniu, które pilnują, aby ten wypiek był zgodny z tradycyjną recepturą.

Rogale z Książa Wlkp. na św. Marcina

W powiecie śremskim certyfikat uzyskany od wielkopolskiego Cechu posiada piekarnia Wojciecha Stillera z Książa Wielkopolskiego. To właśnie piekarza i cukiernika z Książa spytaliśmy, co jest niezwykłego w rogalu świętomarcińskim, że wymaga certyfikatu?

Receptura na rogala świętomarcińskiego wcale nie jest skomplikowana, my certyfikujemy się, ponieważ uważamy, że skoro jesteśmy stąd, to chcemy podtrzymywać tradycję wypieku tego rogala

– wyjaśnia pan Wojciech i dodaje, że od wejścia w życie certyfikatów Cechu Cukierników i Piekarzy w Poznaniu występuje o ten certyfikat. Nasz rozmówca nie ukrywa, że jest z tym trochę pracy, bo wymaga to m.in. ścisłej ewidencji surowców i pilnej kontroli produkcji, ale niemniej uważa, że warto.

Rogale Świętomarcińskie wizytówką Wielkopolski. Rozmawialiśmy o tym słodkim wypieku z Wojciechem Stillerem z Książa Wielkopolskiego
Trzy pokolenia na jednej fotografii. Pan Wojtek (z lewej) z synem i ojcem. Archiwum Wojciecha Stillera

To jest jedyny taki produkt w naszym regionie, to dlaczego nie dołożyć troszeczkę starań i nie robić tego zgodnie z wytycznymi tradycji

– mówi pan Wojciech i dodaje, że fakt certyfikowania rogali świętomarcińskich sprawia, że Wielkopolska wyróżnia się na tle całego kraju i podkreśla tradycyjność i wyjątkowość tego słodkiego wypieku.

W ksiąskiej cukierni szukają idealnego maku do swoich rogali

Jako ciekawostkę pan Wojciech i jego żona Maryla, zdradzają, że pracę nad rogalami świętomarcińskimi zaczynają nie w listopadzie, ani nawet nie w październiku, a kilka miesięcy wcześniej. Wiąże się to między innymi z wyborem idealnego maku do wypieku, co wcale nie jest takie proste. Jeśli chodzi o tradycję, która sięga XVI wieku, to ta mówi wprost, że musi to być biały mak. Poza tym powinien to być mak dobrej jakości, jak go rozpoznać? Okazuje się, że to możliwe jedynie przez kosztowanie licznych próbek. Tak też dzieje się w ksiąskiej cukierni.

My już od okresu letniego szukamy białego maku, który będzie odpowiedniej jakości. Kupujemy małe ilości na próbę i kosztujemy. I robimy to wszyscy. Każdy może wyrazić swoje zdanie. Ogólnie jest tak, żeby ocenić mak trzeba go spróbować na surowo i rozgryzać powoli między zębami. Jeśli po rozgryzieniu czujemy gorycz, to od razu rezygnujemy. Najlepszy efekt, o którym zawsze marzę, jest, wtedy kiedy po rozgryzieniu ziaren tworzy się takie „słodkie mleczko”. Wtedy wiem, że mamy dobry mak i możemy kończyć poszukiwania

– opowiada pan Wojciech i dodaje, że podobnie wygląda poszukiwanie idealnego ciemnego maku na świąteczne makowce.

Katarzyna Baksalary

Składniki potrzebne do przygotowania rogali świętomarcińskich potrzebują czasu

Jak zaznacza nasz rozmówca, wbrew pozorom, wcale nie jest prostą rzeczą znaleźć dobry mak. Często, zanim trafi się na ten „idealny”, trzeba spróbować wielu próbek i właśnie dlatego poszukiwania maku na rogale świętomarcińskie rozpoczynają się kilka miesięcy przez 11 listopada.

Jeśli chodzi o nadzienie, to też nie jest to taka prosta sprawa. Najpierw mak musi zostać sparzony, potem zmielony i tak dalej i tak dalej. Potem przygotowujemy nadzienie, które też nie od razu jest wykorzystane, ale czekamy aż smaki poszczególnych surowców, jak to się potocznie mówi, „przegryzą się”. To wszystko wymaga dobrego planowania

– wyjaśnia pan Wojciech i dodaje, że po wszystko musi być po prostu „na czas”.

Wyjątkowy smak wielkopolskiego przysmaku wypiekanego na 11 listopada

Planowanie wszystkiego w dużej skali nie jest najłatwiejsze, bo przygotowanie wszystkiego tak, żeby nie było ani „za dużo”, ani „za mało” wymaga nieco wprawy.

Maryla Stiller

Jest trochę zabawy z rogalem świętomarcińskim, ale uważam, że warto

– zauważa żartobliwie nasz rozmówca i dodaje, że jest jedna rzecz, która już od wielu lat niezmiernie go dziwi, a mianowicie fakt, że mimo iż rogale są przygotowywane cały czas tak samo już od początków października, bo od tego momentu rusza produkcja tego wielkopolskiego smakołyku w Książu, to 11 listopada smakują mu one najbardziej.

Dziwne, prawda? Nie wiem, dlaczego tak jest, ale co roku przezywam takie zdziwienie i zastanawiam się, dlaczego dziś jest lepszy niż w inne dni

– zdradza Wojciech Stiller.

Rogale Świętomarcińskie wizytówką Wielkopolski. Rozmawialiśm...

Zobacz również na srem.naszemiasto.pl

od 7 lat
Wideo

Tadeusz Płużański - Dlaczego warto pielęgnować pamięć o wyklętych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na srem.naszemiasto.pl Nasze Miasto